Jest czy nie ma gwarancji skuteczności?

Dr Paweł Szymczak (ASCROP) zwrócił uwagę na zasady, a właściwie brak zasad dotyczący rejestracji produktów wprowadzanych na rynek.  – Jeśli chodzi o środki ochrony roślin rejestracja jest konieczna i skuteczność danego środka (produktu) może być zweryfikowana w trakcie prowadzenia szczegółowych badań przedrejestracyjnych. Niestety w kwestii nawozów i powszechnych obecnie preparatów mikrobiologicznych takich wymogów nie ma. Nie ma nawet konieczności weryfikacji składu tych produktów, nikt nie daje gwarancji skuteczności i nikt nie bierze odpowiedzialności za ewentualne szkody wynikające z fitotoksyczności, czy zanieczyszczenia ich metalami ciężkimi i patogenami chorobotwórczymi – przekazał prelegent.

P. Szymczak zwrócił także uwagę na gwarancję skuteczności działania danego produktu, co powinno być potwierdzone przez odpowiednie jednostki. Wprowadzane na rynek adiuwanty czy nawozy niejednokrotnie nie posiadają takich certyfikatów. Są jednak na rynku firmy, które przed wprowadzeniem do sprzedaży swoich produktów, zlecają ich badanie niezależnym, akredytowanym laboratoriom (weryfikacja składu każdej partii) oraz firmom badawczym, które prowadzą wieloletnie badania zgodne z dobrą praktyką doświadczalną (taką samą, jakiej podlegają środki ochrony roślin), określając dawkę oraz najlepszy czas aplikacji. Takie działania dają gwarancję producentom, że produkt jest bezpieczny i skuteczny. Jednym z takich podmiotów jest właśnie reprezentowana przez prelegenta firma ASCROP. Współpracuje ona z jednostkami badawczymi, które są gwarancją jakości badań. Dodatkowo jest bardzo ważne, aby testy były prowadzone więcej niż przez jeden sezon w różnych lokalizacjach, by wyniki uwzględniały wytyczne statystyczne, a także aby wyraźnie na ulotkach czy w prezentacjach były pokazane wyniki oficjalnych doświadczeń, a nie wykresy przygotowane przez firmy sprzedające te produkty. Tylko wówczas producent stosujący dany produkt może być go pewien.

Produkty z aminokwasami – na co zwrócić uwagę

Paweł Szymczak dodatkowo zwrócił uwagę na skuteczność działania na przykładzie produktu aminokwasowego. Podkreślił, że zawsze przed użyciem takich produktów należy sprawdzić aminogram, czy jakie i ile wolnych aminokwasów zawiera produkt. Aminogram daje nam pełną informację o mechanizmie działania. W ponad 90% takich produktów w Polsce w składzie dominują glicyna i kwas glutaminowy, a więc typowe stymulatory, które choć potrzebne w uprawie, to również mają swoje ograniczenia. Inną, zdecydowanie mniej popularną grupą aminokwasów są prolina i seryna odpowiedzialne za silne działanie antystresowe. Bardzo często na etykietach podawane są wyłącznie te informacje, które chce przeczytać klient – w tym przypadku wielu producentów nie deklaruje zawartości wolnych aminokwasów (czyli tych najważniejszych z uwagi na potrzeby roślin), a tylko aminokwasy ogółem, w których zawartość tych wolnych może stanowić tylko kilka procent, kiedy ogółem jest ich nawet 50%. Zdecydowanie najwięcej wolnych aminokwasów znajduje się w produktach w proszku Taki produkt musi być dobrze rozpuszczalny, aby roślina mogła go w sposób skuteczny i efektywny pobrać – taką gwarancję daje np. produkt w postaci mikrogranulatu np. Architect80. Warto zwrócić na powyższe zagadnienia uwagę, aby nie być rozczarowanym niską pobieralnością produktu przez rośliny i niską skutecznością lub nawet brakiem efektów działania – przekazał.

W jaki sposób budować program ochrony?

– Obecnie od kilu lat widoczny jest trend do wycofywania z rynku szeregu fungicydów wielokierunkowych jak chlorotalonil czy mankozeb. To oznacza, że oficjalnie nie są one dopuszczone do stosowania. Te produkty miały taką zaletę, że nie pojawiał się problem powstawania odporności u patogenów, zostały jednak wycofane ze względu na niepokojący profil ekotoksykologiczny – przekazał prelegent.

Kolejna grupa fungicydów, która podlega weryfikacji i również może zostać w najbliższej przyszłości wycofana z użycia to azole, czyli produkty zawierające tebukonazol i difenokonazol. Są one powszechnie wykorzystywane do ochrony warzyw przed chorobami. Są oferowane najczęściej w mieszaninach pod znanymi nazwami gotowych dwuskładnikowych produktów. Wycofanie nawet jednego ze składników fungicydu będzie skutkowało tym, że zniknie on z rynku.



– Fungicydy jednokierunkowe, takie jak strobiluryny, notują obecnie niższą skuteczność na skutek pojawiania się odporności. Takim przykładem może być na przykład jeszcze parę lat temu bardzo skuteczny i szeroko stosowany przez plantatorów warzyw fungicyd  z substancją czynną azoksystrobiną – podał przykład P. Szymczak. Zwrócił uwagę, że pojawia się coraz więcej odporności, np. na fungicydy zawierające substancje czynne z grupy SDHI.

A co z pozostałościami (MRL)?

– Należy zwrócić uwagę na stosowanie poszczególnych fungicydów w kontekście pozostałości środków ochrony roślin (MRL-i). Niektóre substancje czynne pomimo rejestracji nie spełniają wyśrubowanych norm stawianych przez odbiorców marketowych, którzy wymagają niższych poziomów pozostałości niż przewidują to standardy unijne.

Na etykietach środków ochrony roślin jest zawsze podana nie tylko dawka stosowania jednokrotnego, ale także maksymalna liczba zabiegów jaką można wykonać danym produktem. Konieczne jest także zwrócenie uwagi czy jest zróżnicowana liczba zabiegów dopuszczonych dla roślin uprawianych w gruncie i pod osłonami.

Zalecenia praktyczne

W opisach odmian warto zwrócić uwagę na notatkę dotyczącą odporności. Skorelować braki odporności na poszczególne rasy patogenu w stosunku do ras stwierdzonych w swoich uprawach.

Budując program ochrony warto zwrócić uwagę na powrót do sprawdzonych metod, z wykorzystaniem np. produktów miedziowych czy siarkowych, szczególnie gdy są one formułowane terpenami Dodatkowo warto zwrócić uwagę na agronomię, w tym na jakość gleby. Tworząc program ochrony bezwzględnie należy zwrócić uwagę na rotację substancji czynnych dostępnych na rynku fungicydów, aby nie dochodziło do powstawania odporności. Niestety w ochronie sałat jest to dość trudne, kiedy przeanalizujemy składy zarejestrowanych preparatów – 5 produktów z 8 zawiera strobilurinę, 3 produkty są oparte na substancji czynnej z tej samej rodziny (SDHI – inhibitor oddychania), 2 produkty zawierają – azole, mankozeb – wycofany. Od ponad trzech lat z pomocą przyszedł nowy fungicyd (Romeo) zawierając zupełnie nową substancję czynną – cerewisan, który doskonale wpisuje się w program walki z odpornością, obserwowaną na chemiczne fungicydy, a przy tym nie generuje pozostałości.

Ochrona roślin to dziś nie tylko fungicydy. Musimy patrzeć szerzej i sięgać po produkty zarejestrowane regulujące metabolizm roślin – jak np. prowadzące do wzrostu suchej masy (niektóre aminokwasy) oraz stymulujące system korzeniowy (głównie przy silnej presji ze strony patogenów odglebowych).

P. Szymczak zwrócił uwagę na odczyn roztworu przy wykonywaniu zabiegów ochrony. Są produkty, które mają zbyt wysokie pH i muszą być zakwaszone, aby były skuteczne. Bardzo wysoki odczyn mają także insektycydy.

– W budowaniu programu ochrony, np. sałaty, warto zaplanować kiedy zastosować środki chemiczne i w jakim celu, a kiedy można pozostawić przestrzeń dla środków biologicznych o innym mechanizmie działania. Niektóre, nowe fungicydy biologiczne są bardzo dobrze sformułowane i istnieje możliwość łącznego ich stosowania z fungicydami chemicznymi, bez utraty skuteczności przeciwko chorobom. To z pewnością zapobiegnie powstawaniu odporności patogenów na substancje czynne – podsumował prelegent.