Dramatyczne skutki gradobicia w podkrakowskim rejonie uprawy warzyw wczesnych
W miniony poniedziałek, 10 czerwca, okolice Krakowa nawiedziła silna burza połączona z intensywnymi opadami gradu. W podkrakowskim rejonie uprawy wczesnych warzyw – m.in. w gminach Koniusza i Igołomia Wawrzeńczyce rozmiar strat jest dramatyczny – zdjęcia zamieszczone w poniższych galeriach zostały wykonane wczoraj – dwa dni po nawałnicy.
Straty są tym bardziej dramatyczne, że wielu z tamtejszych ogrodników w najbliższych dniach planowało dopiero rozpoczynać zbiory kapusty i kalafiorów z uprawy pod włókninami, miały one zapewnić pierwszy w tym sezonie dochód po kilku miesiącach pracy i ponoszenia nakładów. Po poniedziałkowym gradobiciu ich plantacje zostały całkowicie zniszczone.
W uprawach warzywniczych największe straty wystąpiły m.in. w miejscowościach Górka Jaklińska, Glewiec i Karwin oraz w ich okolicy, a także w miejscowościach polożonych wzdłuż drogi krajowej 79 w gminie Igołomia-Wawrzeńczyce. Producenci sa załamami – spod tuneli udało się w tym roku zebrać jedynie najwcześniejsze warzywa kapustne (stanowiły one jednak niewielką część, może około 10% tamtejszych upraw).
Z tunelowych upraw papryki, fasoli szparagowej, oberżyny została tylko poszarpana folia i kikuty roślin. Kapusty i kalafiory spod włóknin praktycznie już nadające się do zbioru zostały posiekane i rozbite przez grad (jego opad trwał, w zależności od miejsca, od kilkunastu minut do około pół godziny). Zniszczone zostały także młodsze nasadzenia, które miały zapewnieć dochód w kolejnych miesiącach. Często nawet tam, gdzie nie było bezpośrenich strat spowodowanych przez grad rośliny zostały zniszczone przez intensywny deszcz – niżej położone pola sa podtopione, zamulone, pozbawione dostępu tlenu. Rośliny nie mają szansy przeżycia kilku dni takich warunków. Co gorsza, większość urpaw nie była ubezpieczona.
Na drogach nadal zalegają zwały błota i mułu, mieszkańcy sami walczą ze skutkami nawałnicy i próbują udrożnić dojazdy do swoich pól i posesji. Wielu z nich mówi, że właściwie zostali ze skutkami nawałnicy sami. Gminy i zarządy dróg powiatowych nie zajęły się tym problemem do wczoraj. Dodatkowo wielu poszkodowanych podkreśla, że na podtopienie przez kilka dni niżej położonych pól i zalanie dróg wpływ mają także zaniedbania w konserwacji przydrożnych rowów – które nie były czyszczone i udrażniane.
W niektórych wsiach straty w uprawach wynoszą 100%. W samej tylko Górkce Jaklińskiej w gminie Koniusza ogrodnicy mówią o około 250 hektarach zniszczonych plantacji warzyw. Jak podaje sekretarz gminy Koniusza, p. Iwona Wójcik, w rejonie wciąż nie oszacowano powierzchni zniszczeń, ale wiadomo już, że w pięciu wsiach straty przewyższają 90% produkcji. Na terenie gminy Igołomia-Wawrzeńczyce według dotychczasowych szacunków, podawanych przez urząd gminy, całkowicie zniszczone zostały uprawy na około 3 tysiącach hektarów. Wielu z moich rozmówców (i to nie tylko bezpośrednio poszkodowani ogrodnicy) podkreślało, że przy takiej skali zniszczeń powinien być ogłoszony stan klęski żywiołowej. Teraz ważne jest jak najszybsze oszacowanie zniszczeń. Za kilka dni czy tygodni trudno juz będzie ocenić rozmiar strat, zresztą w czasie upalnej pogody zniszczone rośliny zaczną szybko gnić i rozkładać się, więc gdy tylko gleba obeschnie tak, że da się wjechać w pole, powinny zostać przyorane. W przeciwnym razie z powodu smrodu rozkładającej się kapusty czy kalafiorów trudno będzie nawet przejechać przez tę okolicę.

















































