Tomasz Werner: W ogrodnictwie, zwłaszcza w szklarniowej produkcji warzyw, ten sezon producenci oceniają, jako najgorszy od wielu lat, wielu z nich wręcz mówi, że nie pamiętają gorszej sytuacji na rynku warzyw spod osłon. Czy takiej sytuacji można w jakiś sposób przeciwdziałać?

Stanisław Zabarski
: Zła sytuacja w szklarniowej produkcji warzyw uzmysłowiła wielu ogrodnikom, że konieczna jest integracja ich środowiska. To w naszym interesie jest utworzenie lobby ogrodniczego zabiegającego o poprawę sytuacji producentów warzyw szklarniowych. Z inicjatywy grupy ogrodników w połowie sierpnia odbyło się spotkanie w tej sprawie w Gołuchowie, w którym uczestniczyło około 50 osób z całej Polski, producentów pomidorów i ogórków pod osłonami. Wybrano wtedy grupę inicjatywną, pracującą obecnie nad zorganizowaniem stowarzyszenia.

Anna Wize: Mamy w kraju już kilka organizacji branżowych, jednak ich działania w kryzysowej sytuacji, spowodowanej przez tzw. aferę ogórkową i wywołany wtedy przez codzienne media chaos informacyjny, ogrodnicy oceniają, jako niewystarczające i spóźnione. Podobnie zresztą oceniają reakcję ze strony instytucji państwowych. Czy powstające stowarzyszenie będzie skuteczniejsze od dotychczasowych organizacji mających reprezentować interesy producentów warzyw szklarniowych, czy będzie odpowiadać ich potrzebom?

Stanisław Zabarski: W Związku Ogrodniczym reprezentowani są producenci z Wielkopolski, województwa Łódzkiego i Śląskiego, nie ma w nim reprezentacji z innych, bardzo ważnych rejonów produkcji ogrodniczej. Związek ma swoje dokonania, zresztą jest on również zaangażowany w obecną inicjatywę mającą na celu powołanie branżowego stowarzyszenia, ale w obecnej sytuacji potrzebne jest na pewno świeże spojrzenie. Naszym zamiarem jest, aby taką funkcję pełniło stowarzyszenie producentów pomidorów i ogórków pod osłonami. Będziemy tę inicjatywę nagłaśniać również podczas Dni Ogrodnika W Gołuchowie. To stowarzyszenie ma bronić interesów ogrodników, ma też pełnić rolę organizacji konsultującej i opiniującej różne akty prawne dotyczące ogrodnictwa pod osłonami oraz uczestniczyć w działaniach pozalegislacyjnych.

Anna Wize: Jak zainteresowani ogrodnicy mogą przystąpić do tej organizacji?

Stanisław Zabarski: Ogrodnicy, którzy będą chcieli przystąpić do stowarzyszenia, będą mogli wypełnić deklaracje zgłoszeniowe m.in. podczas Dni Ogrodnika w Gołuchowie. Deklaracje będzie można wypełnić w biurze targowym. Po zakończonych targach będziemy starali się również wysyłać informacje bezpośrednio do ogrodników, nagłaśniać tę inicjatywę podczas różnych konferencji czy szkoleń. Szczegóły związane z dotarciem do jak najszerszego grona, szczególnie producentów pomidorów i ogórków, będą wypracowywane w najbliższych dniach.

Anna Wize: Jak ocenia Pan zaproponowane ogrodnikom rekompensaty z tytułu strat wywołanych załamaniem na rynku warzyw i sposób poinformowania ogrodników o możliwości ubiegania się o tę formę pomocy?

Stanisław Zabarski: Według mnie różnica w wysokości rekompensat odnoszących się do produkcji szklarniowej i polowej jest za mała (poza tym w czasie największej paniki na rynku u nas nie owocowały jeszcze pomidory i ogórki z produkcji polowej).

W mojej ocenie od samego początku w wyniku „afery ogórkowej” i jej skutków na rynku warzyw ogrodnicy byli bardzo zagubieni. Było sporo zamieszania informacyjnego, również w przypadku samej akcji związanej ze składaniem wniosków dotyczących uzyskania rekompensat. Byliśmy z ogrodnikami w tamtym okresie na posiedzeniu sejmowej Komisji Rolnictwa w Warszawie i apelowałem wówczas o jak najszybsze podjęcie stosownych działań, mogących unormować sytuację na rynku warzyw w naszym kraju. Problemem okazało się, że nie było w Polsce odpowiednich procedur, które określałyby, jak postępować w takich przypadkach.

W naszym rejonie organizowaliśmy spotkania informacyjne dla ogrodników, było ich wiele, sam uczestniczyłem w 11, w niektórych było nawet ponad dwustu ogrodników. Poza tym dzwonili do mnie producenci ogrodnicy również z innych rejonów Polski – z okolic Zamościa, ze Śląska itp. Wnioski o rekompensaty dla niektórych osób okazały się trudne do wypełnienia, tłumaczyliśmy jak je wypełnić. W Wielkopolsce producenci złożyli ponad tysiąc wniosków, a w całej Polsce ponad 5 tys. Obecnie są jeszcze rozpatrywane odwołania tych, których wnioski odrzucono czy wymagały uzupełnienia.

Anna Wize: Szkoda, że w zaistniałej sytuacji nie udało się przekonać konsumentów do tego, że polskie warzywa są produkowane z zachowaniem zasad zapewniających ich bezpieczeństwo dla zdrowia, że w produkcji szklarniowej przestrzega się określonych reżimów technologicznych i higieny produkcji, używa się jednorazowych opakowań itp. Nie wykorzystano tej sytuacji, w której przecież nasi ogrodnicy mogli mieć przewagę nad innymi – w chaosie informacji na temat skażenia warzyw bakterią wskazywano najpierw źródło hiszpańskie, później niemieckie. Akcję zachęcającą do kupowania polskich warzyw podjęła na przykład sieć Tesco. Szkoda, że nie udało się wtedy zorganizować np. ogólnopolskiej akcji informacyjnej i edukacyjnej adresowanej do konsumentów, promującej polskie warzywa i np. sposoby ich bezpiecznego przygotowania do spożycia.

Stanisław Zabarski: Właśnie. Okazało się, że w tej sytuacji zbyt słabo zorganizowanym ogrodnikom nie udało się skutecznie wyegzekwować od decydentów, polityków tego, żeby taką kampanię uruchomić. To powinny być akcje zorganizowane, ogrodnicy płacą przecież na fundusz promocji (w czasie Dni Ogrodnika będzie wykład na temat tego funduszu). Co z tego, że były pojedyncze konferencje prasowe, podczas których politycy demonstrowali, jak zajadają ogórki. To powinny być działania przemyślane i systematyczne.

Tomasz Werner: Warto żeby producenci warzyw spróbowali skorzystać z funduszu promocji i wzięli w tym względzie przykład z sadowników. W tym roku z tych pieniędzy skorzystała po raz kolejny Krajowa Unia Producentów Soków na akcję „5 porcji warzyw, owoców lub soku” oraz po raz pierwszy Związek Sadowników Rzeczpospolitej Polskiej na promocję jabłek na Wschodzie, łączna wartość środków uzyskanych na te mające trwać 3 lata akcje przekracza 30 mln zł. Z funduszu będą korzystać również sadownicy, środki te będą przeznaczone na akcję Promocji Polskich Jabłek Wysokiej Jakości, realizowaną przez Towarzystwo Rozwoju Sadów Karłowych oraz ZSRP – na ten celu przeznaczono około 1,5 mln zł. Może ciężki rok w warzywnictwie pomoże zjednoczyć producentów warzyw, co w przyszłości pozwoli i temu ważnemu sektorowi sięgnąć po możliwość wsparcia działań związanych z promocją warzyw.

Stanisław Zabarski: Oby tak się stało. Zwłaszcza, że sytuacja jest naprawdę trudna. Na posiedzeniu komisji rolnictwa przekazałem posłom, że nakłady na prowadzenie hektara np. całorocznej uprawy pomidorów szklarniowych sięgają od około 800 tys. zł, do nawet ponad 1 mln zł. Więc przy zakładanym plonie na poziomie około 45 kg/m2 średnia cena pomidorów za cały sezon produkcji musiałaby wynosić 2,2-2,5 zł/kg. A obecnie ogrodnicy za 6-kg karton pomidorów otrzymują często najwyżej 4–5 zł. Poza tym, oprócz ciężkiej sytuacji samych ogrodników trzeba brać pod uwagę fakt, że w dziale produkcji warzyw pod osłonami zatrudnionych jest około 50 tys. pracowników. Załamanie tej branży spowoduje ogromny problem społeczny. Dodatkowo problem ten dosięgnie tysięcy osób zatrudnionych w otoczeniu ogrodnictwa – wszystko to przekłada się na kolejne firmy i ludzi. Poza tym ponad 90% gospodarstw szklarniowych jest obciążonych kredytami, często ogromnymi. To wszystko trzeba brać pod uwagę.

Tomasz Werner: Na zakończenie rozmowy wróćmy na chwilę do zbliżających się Dni Ogrodnika w Gołuchowie. Czego mogą spodziewać się ogrodnicy, którzy przyjadą w tym roku do Gołuchowa?

Stanisław Zabarski: Tegoroczne XIII już Dni Ogrodnika w Gołuchowie to impreza dla profesjonalnych producentów warzyw, roślin ozdobnych, sadowników i szkółkarzy. Targi te mają już obecnie charakter międzynarodowy i mają zgromadzić w tym roku około 220 firm oferujących środki produkcji ogrodniczej. Będą wśród nich przedsiębiorcy z kraju, a także goście zza granicy – głównie z Holandii, a także z Niemiec, Francji, Czech i Słowacji. Również wśród zwiedzających nie powinno zabraknąć gości z zagranicy: m.in. z Litwy, Estonii, Węgier, Czech, Słowacji, Niemiec, Rosji i Ukrainy.

Będzie ciekawa oferta dla „szklarniowców”, obok znanych już ogrodnikom firm, które wystawiają się u nas co roku, pojawią się też ciekawi nowi wystawcy i produkty. Pokazane będzie między innymi nowe szkło dyfuzyjne, rozpraszające promienie padającego światła, odbędzie się pokaz nowego urządzenia do klejenia kartonów – to tylko niektóre z nowości.

Tomasz Werner: Czego mogą spodziewać się przyjeżdżający do Gołuchowa producenci roślin jagodowych?

Stanisław Zabarski: Dla tej grupy producentów, tak samo zresztą jak i dla innych ogrodników, będzie bogata oferta nawozów nowej generacji, środków ochrony roślin, stymulatorów wzrostu, podłoży, włóknin, folii, opakowań, instalacji nawadniających, maszyn i urządzeń do sortowania, pakowania, schładzania itp. W Gołuchowie wystawiać będzie się także Sadowniczy Zakład Doświadczalny z Brzeznej, Instytut Ogrodnictwa w Skierniewicach a także firmy oferujące sadzonki truskawek i borówki wysokiej. Ogrodnicy będą mogli skorzystać także ze specjalistycznych konsultacji – np. profesora Stanisława Kaniszewskiego z Instytutu Ogrodnictwa w Skierniewicach, specjalisty między innymi ds. nawadniania, czy prof. Andrzeja Komosy z Uniwersytetu Przyrodniczego w Poznaniu – autorytetu w sprawach żywienia roślin. Ci, co przyjadą do Gołuchowa, na pewno znajdą interesujące dla siebie rozwiązania usprawniające produkcję i sprzedaż warzyw, owoców i kwiatów.

Dziękujemy za rozmowę