Rynek świeżej żywności ekologicznej powinien rosnąć

Biorąc pod uwagę cały rynek produktów „bio” w Polsce, zdecydowaną większość stanowią produkty gotowe. Ich udział jeszcze wzrósł w czasie pandemii, ponieważ dystrybutorzy i sprzedawcy, niepewni sytuacji na rynku, woleli dostarczać towary, których data ważności jest dłuższa. Powinniśmy jednak dążyć do tego, żeby rynek świeżych produktów ekologicznych był jak największy, ponieważ to one wnoszą do diety najbardziej wartościowe składniki odżywcze. Jednym z takich sposobów jest ciągłe zwiększanie ich dostępności na rynku, choć ogólnie oferta świeżych produktów „bio” w polskich sklepach i supermarketach jest całkiem szeroka. Wiele zależy od sezonu oraz tego, na ile sklep jest zainteresowany dostarczeniem takich produktów swoim klientom. Przykładowo, na „Ryneczku Lidla” można znaleźć aż 20 produktów „bio” Farmy Świętokrzyskiej, czyli bardzo dużo.

Unijne założenia – więcej ekologii

Warto zwrócić uwagę, że tak naprawdę największą barierą dla rozwoju rynku świeżych ekologicznych produktów nie jest ani dostępność, ani cena, a brak ugruntowanej świadomości konsumentów. Wciąż nie do końca rozumiemy, jak bardzo różni się produkt ekologiczny od konwencjonalnego i jaką ma wartość dla naszego zdrowia. A gdyby wszyscy konsumenci mieli tę świadomość, decydowaliby się na produkty ekologiczne, bo one są po prostu zdrowsze. Żywność bez pestycydów jest czymś do czego powinna dążyć cała branża. Na razie jednak w Polsce tylko 3,5 proc. terenów rolniczych jest przeznaczonych pod uprawy ekologiczne. Nowa perspektywa unijna zakłada, że powinno być ich co najmniej 25 procent i mam nadzieję, że do tego poziomu polskie rolnictwo dojdzie jak najszybciej. Będzie to z korzyścią zarówno dla środowiska naturalnego, jak i przede wszystkim dla konsumentów.