W uprawach pomidorów w wielu obiektach wystąpiło dosyć silne porażenie wirusem mozaiki pepino. Ze względu na tegoroczny przebieg pogody pomidory rosną i dojrzewają dość wolno, można więc powiedzieć, że wirus „miał dużo czasu” aby namnożyć się i dać w niektórych przypadkach silne objawy na roślinach a często też na owocach.

Co według specjalisty z Syngenty wpłynęło na spowolnienie wzrostu roślin od początku uprawy? Część szklarni obsadzono w grudniu lub na początku stycznia. Pod koniec ubiegłego i na początku tego roku było ciepło, jak na tę porę roku, i w większości rejonów kraju dosyć ciemno. W wielu szklarniach utrzymywano wówczas niską temperaturę ze względu na małą ilość światła. Rośliny bardzo słabo wówczas rosły i czasem utraciły pierwsze grona. Jak wyjaśniał Wojciech Juńczyk ogrodnicy często uważają, że gdy jest mało słońca należy utrzymywać bardzo niską temperaturę, żeby rośliny nie wybiegały i nie straciły pierwszego grona. Nie jest to do końca słuszne, bo roślina musi „pracować”, musi mieć w ciągu dnia chociażby dwie godziny podwyższonej temperatury, żeby mogła pobrać trochę wody i wytranspirować ją. Jak światła jest mało możemy oczywiście ten wzrost temperatury rekompensować obniżeniem temperatury nocnej, ale mimo deficytu światła musimy, najlepiej w środku dnia, umożliwić roślinom przynajmniej dwie godziny aktywności „wymuszonej” przez podniesienie temperatury rur systemu ogrzewania, bardzo dobrze sprawdza się tu dogrzewanie uprawy rurką wegetacyjną. Pozwoli to nawet na koniec ciemnego dnia uzyskać ciemnozielone rośliny z poskręcanymi liśćmi – co jest oznaką tego że rośliny były aktywne i pobrana woda została wytranspirowana. Natomiast jeśli trzymamy niską temperaturę, bez stresu wodnego i szczytu temperaturowego, to owszem roślina nie wybiegnie, ale również nie jest aktywna, nie „pracuje”, jest rachityczna – liście pod koniec dnia są wówczas horyzontalnie ułożone, nieposkręcane, jasne. Producenci często jeszcze nie rozumieją, że samo utrzymanie plantacji pomidorów zimą, przy niskiej temperaturze nie wystarcza. Rośliny trzeba jeszcze zmusić do chociażby krótkiej aktywności, transpiracji, żeby mogła pobrać składniki pokarmowe z pożywki, gdy nie będzie transpirować to podawanych nawozów po prostu nie pobierze.

Pod koniec stycznia poprawiło się nasłonecznienie, ale przyszły też bardzo silne mrozy i trzeba było zapobiegać stratom ciepła z obiektów. Przy niskiej temperaturze, mimo słonecznych dni, rośliny pomidorów nie wykorzystywały w wystarczającym stopniu asymilatów, na wierzchołkach widoczne były antocyjanowe przebarwienia. Nieliczne były szklarnie, w których nie było problemów z dogrzaniem uprawy i dobrze wykorzystano panujące wówczas warunki. Pozwoliło to przyspieszyć wzrost roślin i odpowiednio je odbudować. Lepsza sytuacja panowała m.in. w gospodarstwach, w których funkcjonują dobrze dobrane do wielkości obiektu zbiorniki buforowe. Zmagazynowana w nich energia ułatwiała ogrzanie szklarni nad ranem, kiedy jest najzimniej i same piece nie zawsze dawały radę utrzymać właściwą temperaturę.



Po okresie najsilniejszych mrozów w wielu rejonach kraju pogorszyły się warunki świetlne. Trudno było o dłuższe okresy słonecznej pogody – zwykle po jednym, najwyżej dwóch słonecznych dniach powracała chłodna i pochmurna pogoda. Marzec i kwiecień były jednak dość chłodne i w tym okresie część ogrodników próbowała ograniczyć koszty ogrzewania przez ograniczenie wietrzenia obiektów. W efekcie następowało ograniczenie intensywności transpiracji i spowolnienie wzrostu pomidorów – rośliny były nieaktywne, liście pozbawione połysku, matowe, owoce słabo dorastały i w efekcie na rynku jest teraz dużo stosunkowo małych pomidorów, a mało tych największego kalibru.

Upalny początek maja to kolejna pogodowa niespodzianka – lepsze warunki dla szklarniowych upraw pomidorów panowałyby wówczas, gdyby dobremu nasłonecznieniu towarzyszyła bardziej umiarkowana temperatura. W czasie upałów nie ma prawie w ogóle możliwości sterowania temperaturą w szklarni i taka sytuacja nastąpiła właśnie w pierwszych dniach maja. W szklarniach, w których przed nadejściem gorących dni rośliny były w dobrej kondycji, wysoka temperatura im nie zaszkodziła – zaczęły one szybciej rosnąć i rozwijać się, szybciej zaczęły dojrzewać owoce. Natomiast tam, gdzie rośliny były wcześniej słabsze, gorzej zniosły kilkudniowe upały. Lepsze dla upraw były późniejsze, bardziej umiarkowane warunki pogodowe.

Ze względu na dotychczasowy przebieg warunków obecnie, przed połową maja, rośliny w wielu uprawach są mocno obciążone owocami, grona dojrzewają wolno, nawet u odmian szybko dojrzewających. Na roślinach jest nawet po 10 gron – dlatego bardzo ważne jest teraz dogrzewanie dojrzewających gron przede wszystkim przy użyciu rurki wegetacyjnej. Należy pamiętać o minimalnej temperaturze rur ogrzewania najlepiej 45°C, przynajmniej nad ranem – od godziny 3:00–4:00 przynajmniej do godziny 11:00. Ma to duże znaczenie dla wzrostu roślin i „schodzenia” owoców z rośliny, ale również ma to ogromny wpływ na jakość owoców i zdrowotność uprawy (zapobieganie szarej pleśni).