ToBRFV w Polsce – od bagatelizowania problemu po panikę

Jeszcze całkiem niedawno, podczas jesiennych spotkań „pomidorowych”, na pytanie o ToBRFV (oczywiście off the record) można było usłyszeć w odpowiedzi, że podobno gdzieś tam jest „na Kaliszu” albo „na Warszawie”, ale nie u nas… ale nie u moich klientów (tak na marginesie zachęcam do używania form poprawnych – w Kaliszu/Warszawie lub w rejonie Kalisza/Warszawy). Niewiele czasu upłynęło i wirus pokazał swoje możliwości pod koniec produkcji pomidorów. Również konsumenci mogli to zauważyć, gdyż w sklepach w całej Polsce pojawiały się od czasu do czasu marmurkowato nakrapiane owoce pomidorów malinowych, ze zmienioną skórką (i co ciekawe nie obniżono ich cen – za kg takich porażonych pomidorów konsumenci musieli płacić niemal 18 zł).

W takiej sytuacji wielu ogrodników zaczęło poważniej myśleć o zagrożeniu i szybko zmieniało zamówienia w firmach rozsadowych, rezygnując z odmian „zwykłych” na rzecz tych z odpornością na ToBRFV. Nie można zapominać jednak, że w zapobieganiu wirusowi ważne jest kompleksowe podejście i oprócz wyboru odmiany konieczny jest reżim higieniczny na najwyższym poziomie – przez cały sezon! Jakie zdanie na te tematy mają specjaliści z firm nasiennych i doradczych – rozmawiałam na ten temat m.in. z Gabrielem Chojnackim z Syngenty.

Porażenia pod koniec sezonu, wcześniejszy koniec produkcji lub sadzenie ogórków na jesień

Według obserwacji Gabriela Chojnackiego problem z wirusem ToBRFV zaczął się na dobre gdzieś na przełomie lipca i sierpnia. Wcześniej nie było zbyt wielu sygnałów i dopiero na przełomie lipca i sierpnia pojawiły się liczniej informacje o infekcjach wirusem. I dosłownie w ciągu 1 do 1,5 miesiąca, do połowy września, choroba bardzo szybko się rozprzestrzeniła…

Zostało jeszcze 84% artykułu