– Jak zaczęła się Państwa droga do zdobycia tytułu „Wzorowego Ogrodnika”?

Dariusz Klonowski: Moi rodzice od lat 60. ub. wieku prowadzili typowe gospodarstwo warzywnicze – uprawiali głównie sałatę i ogórki. Z żoną kontynuujemy ich działalność od lat 90. Z czasem zaczęliśmy rozbudowywać gospodarstwo – obecnie powierzchnia szklarni wynosi 3 hektary. Na całości uprawiamy pomidory.

– Dlaczego zdecydowali się Państwo właśnie na taką uprawę?

DK: Po rozbudowie skupiliśmy się głównie na produkcji pomidorów, dlatego że było na nie duże zapotrzebowanie dla strategicznego partnera handlowego. Jeszcze do ubiegłego roku produkowaliśmy także ogórki, jednak podjęliśmy decyzję o uprawie jednogatunkowej, dzięki temu łatwiej jest dopilnować produkcji. W tym sezonie uprawialiśmy odmianę Endeavour F1 na zbiór w całych gronach lub luzem, a także wielkoowocową Bartezę F1, a „rodzynkiem” w naszej ofercie jest pomidor malinowy Tomimaru Muchoo F1.

– Skoro już wspomniał Pan o odmianach, to dlaczego wybór padł właśnie na tę trójkę?

DK: Dobrą cechą odmiany Endeavour F1 jest możliwość zbioru w gronach (w taki sposób zbieram ok. 30% plonu) lub luzem, bez szypułek (70%). Odpowiada mi również rozmiar jej owoców – jest to typowy pomidor dla klienta strategicznego , mam odbiorcę, który potrzebuje właśnie takich pomidorów – wielkości B lub BB. Wielkoowocowa Barteza F1 ma bardzo atrakcyjne owoce – zarówno pod względem wybarwienia, jak i połysku. Bardzo ładnie prezentują się one przy sprzedaży. W naszym gospodarstwie roślina sprawuje się bardzo dobrze i daje plon o ok. 20% wyższy niż inne odmiany. Pomidory te trafiają do mniejszych odbiorców, sprzedawane są poza sieciami marketów. Malinowy pomidor Tomimaru Muchoo F1 jest dobrze znany i ceniony przez klientów, którzy poszukują towaru o dobrych walorach smakowych i wysokiej jakości.

– Jaka jest Pańska recepta na uzyskiwanie dobrych wyników w uprawie i w prowadzeniu gospodarstwa? Bo tytuł „Wzorowego Ogrodnika” świadczy m.in. o takich wynikach.

DK: Od samego początku uważałem, że ważny jest właściwy dobór odmian i to, żeby rozsada była bardzo dobrej jakości (rozsadę kupujemy od państwa Mularskich), wówczas można od początku uprawy wykorzystywać pełnię możliwości roślin. Trzeba także dobrze prowadzić uprawę, dbać o właściwą pielęgnację, dokarmiać pomidory dwutlenkiem węgla – gdy CO2 jest utrzymywany na wysokim poziomie, wówczas rośliny „pracują” bardzo dobrze. Przez cały rok duży nacisk kładę na ogrzewanie, zarządzanie klimatem oraz regularne kontrole zawartości EC i pH w macie. Pozwala to do końca produkcji zachować 100-procentowe zagęszczenie roślin. U nas w tej chwili (w połowie listopada – red.) mamy 100% zdrowotność plantacji.

– To bardzo dobry wynik, o tej porze roku rzadko się spotyka taką sytuację w szklarniach.

DK: To właśnie jest podstawą powodzenia w uprawie – należy kłaść nacisk na zarządzanie klimatem. Żeby zapewnić roślinom odpowiednie warunki, należy dobrze ogrzewać i utrzymywać optymalną wilgotność. Na pewno chciałoby się na czymś zaoszczędzić i można próbować, ale chcąc mieć dobry produkt należy właściwie o niego zadbać. Aby uzyskać odpowiedni plon, trzeba ponieść określone koszty. Dużo uwagi poświęcamy także przestrzeganiu higieny w gospodarstwie. Na sukces w uprawie wpływa też wyspecjalizowana kadra, dbająca o pielęgnację roślin – wiadomo, że dobra pielęgnacja (usuwanie gron, cięcie liści, sprawdzanie zdrowotności łodyg) ma duży wpływ na kondycję roślin.

– Czy korzystacie Państwo z doradztwa uprawowego, czy sami już macie wypracowane swoje metody uprawy?



DK: Korzystamy. Dużo wiedzy przekazał nam Pan Andrzej Płachta, który nauczył nas uprawy na wełnie mineralnej oraz doradza nam w kwestiach dotyczących produkcji, nawożenia i ochrony biologicznej. Regularnie wykonywane są również badania pożywki z mat i na podstawie wyników wprowadzona zostaje korekta nawożenia. Zagadnienia związane z klimatem są konsultowane z Panią Barbarą Głaczkowską z firmy Azelis.

– Czy zdobycie tytułu „Wzorowego Ogrodnika” coś zmieniło w tym, jak funkcjonujecie na co dzień? Jak jesteście postrzegani przez odbiorców i jak sprzedajecie towar?

DK: Nagroda nie zmieniła naszej osobowości. Tytuł na pewno motywuje do nowych przedsięwzięć – żeby unowocześniać produkcję i dalej ją rozwijać. Natomiast znak laureata „Wzorowy Ogrodnik” możemy umieszczać na opakowaniach handlowych z pomidorami, wkrótce zostanie przedstawiony nowy projekt wraz z ww. znakiem.

– Czy klienci reagują pozytywnie na to, że zdobyli Państwo ten tytuł?

DK: Tak. Handlowcy, z którymi współpracuję, są zadowoleni, że mogą kupować produkty u „Wzorowego Ogrodnika”. Ale już wcześniej współpraca z nimi układała się dobrze. Tu możemy wrócić do poprzedniego wątku – rozmawialiśmy o recepcie na sukces. Myślę, że wynika on także z faktu, że dążymy do wyprodukowania i utrzymywania najwyższej jakości towaru, ale też do tego, żeby go sprzedać po takiej cenie, na jaką zasługuje. Sam zajmuję się sprzedażą towaru i staram się uzyskiwać ceny adekwatne do jakości produktu. To jest bardzo ważne. Tak, jak się powszechnie mówi – nie wystarczy wyprodukować, trzeba też dobrze sprzedać.

– Pan zajmuje się sprzedażą, a żona i syn? Jaki jest podział obowiązków w Waszej ogrodniczej rodzinie?

DK: Uzupełniamy się nawzajem. Oprócz tego, że zajmuję się sprzedażą i dystrybucją towaru do części klientów, w czym pomaga mi także syn, to razem z żoną prowadzę uprawę –osobiście monitorujemy produkcję. Syn pomaga nam w prowadzeniu gospodarstwa od około dwóch lat, ale ostatnio rozpoczął studia w SGGW na kierunku ogrodniczym i jest zajęty nauką.

– Czyli rodzinna tradycja będzie kontynuowana? W jakim kierunku zamierzacie Państwo rozwijać swoje gospodarstwo?

DK: Chciałbym jeszcze nieznacznie powiększyć gospodarstwo, nie planuję jednak bardzo dużej rozbudowy. Stawiamy na jakość, nie na ilość. Przy niewielkiej powierzchni szklarni, jaką dysponujemy, jesteśmy w stanie zarządzać firmą rodzinnie.

– Miniony sezon, zdaniem wielu ogrodników, nie należał do łatwych. Jaki był on w Pana ocenie?

DK: W minionym roku nie było większych problemów ze zdrowotnością roślin – nie zauważyłem większego zagrożenia ze strony szarej pleśni czy innych chorób grzybowych. Trudności mogły sprawiać natomiast letnie upały – trzeba było robić wszystko, żeby utrzymać rośliny w jak najlepszej kondycji, cieniować uprawę (używanie kurtyn cieniujących). Dało to dobre efekty, bo jedynie sporadycznie wystąpiła sucha zgnilizna wierzchołków owoców, a poza tym nie było większych kłopotów.

– A jak Pan ocenia sytuację na rynku?

DK: Aktualnie nastąpiło chwilowe jego zachwianie spowodowane końcem sezonu, ale poza tym, w mojej ocenie, miniony rok mogę zaliczyć do udanych. Za wyprodukowane przeze mnie pomidory dobrej jakości mogłem uzyskać zadowalające ceny.

– Dziękuję za rozmowę.

Rozmawiała Anna Wize