Rosyjskie ogórki znów pod lupą. Stowarzyszeni producenci interweniują w sprawie zdarzeń w Broniszach.
Podejrzenie przepakowywania rosyjskich ogórków do nieoznakowanych kartonów na rynku hurtowym w Broniszach uruchomiło pilną interwencję Stowarzyszenia Producentów Pomidorów i Ogórków pod Osłonami. Do właściwych organów państwa trafiły zawiadomienia, a za pismami poszły rozmowy telefoniczne. Już następnego dnia uruchomione zostały działania kontrolne. Dla producentów nie jest to jednak jednostkowy incydent, lecz kolejna odsłona problemu, z którym polskie ogrodnictwo szklarniowe zmaga się od lat. Sprawa ma przy tym nie tylko wymiar prawny i ekonomiczny. W ocenie Stowarzyszenia dotyka również kwestii etyki prowadzenia działalności gospodarczej.
Sygnał z Bronisz i natychmiastowa interwencja
1 października przedstawiciele Stowarzyszenia Producentów Pomidorów i Ogórków pod Osłonami otrzymali informację o podejrzeniu przepakowywania na rynku w Broniszach ogórków pochodzących z Rosji do czarnych, nieoznakowanych kartonów.
Informacja pochodziła od członków Zarządu Stowarzyszenia Producentów Pomidorów i Ogórków pod Osłonami. Ze względu na charakter sygnału podjęto decyzję o natychmiastowej interwencji i przekazaniu sprawy organom administracji odpowiedzialnym za kontrolę rynku i prawidłowość obrotu produktami rolno-spożywczymi.
Jeszcze tego samego dnia przygotowano i skierowano stosowne zawiadomienia do właściwych instytucji, w tym Ministerstwa Rolnictwa i Rozwoju Wsi, Inspekcji Jakości Handlowej Artykułów Rolno-Spożywczych, właściwego Wojewódzkiego Inspektoratu Jakości Handlowej Artykułów Rolno-Spożywczych oraz Państwowej Inspekcji Ochrony Roślin i Nasiennictwa.






Bezpośrednio po wysłaniu pism rozpoczęły się rozmowy telefoniczne z przedstawicielami Ministerstwa oraz Inspekcji. Celem było możliwie szybkie przekazanie informacji osobom odpowiedzialnym za działania kontrolne i doprowadzenie do sprawdzenia sytuacji na miejscu. 2 października Stowarzyszenie uzyskało informację o rozdysponowaniu kontroli i podjęciu działań związanych ze sprawą z rynku w Broniszach.
Trzeba przy tym wyraźnie zaznaczyć, że informacja o przepakowywaniu rosyjskich ogórków jest sygnałem przekazanym organom kontrolnym. To właśnie kontrola i ustalenia właściwych służb powinny przesądzić, czy doszło do naruszenia prawa, kto ewentualnie jest za nie odpowiedzialny oraz jaki był jego zakres.
Białoruskie oraz rosyjskie ogórki i pomidory na naszym rynku to nie jest nowy problem
Dla polskich producentów pomidorów i ogórków sprawa z Bronisz nie jest zjawiskiem nowym. Stowarzyszenie od wielu lat zwraca uwagę na problem konkurencji ze strony produktów pochodzących z Rosji i Białorusi.
Polscy producenci szklarniowi działają w warunkach gospodarki unijnej, ponosząc koszty wynikające m.in. z cen energii i paliw, kosztów pracy oraz wymogów środowiskowych, jakościowych i bezpieczeństwa żywności. Szczególne znaczenie ma energia. W produkcji pod osłonami ogrzewanie obiektów jest jednym z podstawowych elementów kosztów produkcji.
Producenci z Rosji i Białorusi funkcjonują w innych realiach gospodarczych, w tym przy innym poziomie kosztów surowców energetycznych. Zdaniem Stowarzyszenia powoduje to strukturalną nierównowagę konkurencyjną, której nie można analizować wyłącznie przez proste porównanie ceny kilograma pomidora czy ogórka na granicy.
Problem ma również szerszy wymiar. Rosja prowadzi wojnę przeciwko Ukrainie, której Polska i pozostałe państwa Unii Europejskiej udzielają szerokiego wsparcia. Jednocześnie jednym z celów unijnej polityki handlowej stało się ograniczanie dochodów rosyjskiej gospodarki związanych z eksportem do Unii Europejskiej. Przyjmując kolejne podwyższone cła na rosyjskie i białoruskie produkty rolne, instytucje Unii wskazywały wprost na potrzebę zmniejszenia zależności od importu oraz ograniczenia rosyjskich dochodów eksportowych, a tym samym zdolności Rosji do finansowania wojny przeciwko Ukrainie.
Z punktu widzenia producentów trudno więc pomijać pytanie o spójność sytuacji, w której z jednej strony Polska ponosi ogromny wysiłek związany ze wsparciem Ukrainy, a z drugiej strony na polski i europejski rynek nadal trafiają rosyjskie towary rolne.
50-procentowe cło było ważnym krokiem
Stowarzyszenie Producentów Pomidorów i Ogórków pod Osłonami od lat zabiegało o rozwiązania ograniczające tę nierównowagę. Szczególnie intensywne działania podejmowane były w 2024 roku. Problem importu z Rosji i Białorusi był przedmiotem rozmów w Ministerstwie Rolnictwa i Rozwoju Wsi, w tym spotkań z przedstawicielami kierownictwa resortu – ministrem Czesławem Siekierskim i wiceministrem Michałem Kołodziejczakiem.
Ostatecznie na poziomie Unii Europejskiej przyjęto rozwiązania znacznie zwiększające obciążenia celne produktów rolnych pochodzących z Rosji i Białorusi. W odniesieniu do odpowiednich kategorii produktów zastosowanie znajduje m.in. 50-procentowa stawka ad valorem. Dla producentów był to istotny krok w stronę bardziej równych warunków konkurowania.
Doświadczenia pokazują jednak, że samo ustanowienie ceł nie kończy problemu. Jeżeli bowiem pochodzenie produktu zostanie ukryte lub zafałszowane, mechanizmy ochrony rynku tracą część swojej skuteczności.
Kontrole potwierdzają, że rosyjskie ogórki i pomidory bez odpowiedniego oznakowania to problem realny
Nie jest to wyłącznie obawa producentów. W 2024 roku IJHARS prowadziła kontrole ogórków i pomidorów importowanych z Rosji i Białorusi u największych importerów oraz w hurtowniach, centrach dystrybucyjnych i na giełdach hurtowych. Nieprawidłowości potwierdzono w 42 proc. skontrolowanych podmiotów. Zakwestionowano 65 partii świeżych ogórków i pomidorów o łącznej masie 111 ton.
Ustalenia Inspekcji są szczególnie istotne z punktu widzenia kraju pochodzenia produktu. Odnotowano m.in. przypadki całkowitego braku oznakowania, braku informacji o kraju pochodzenia, a nawet sytuację, w której na wywieszce wskazywano Polskę, podczas gdy z dokumentów wynikało, że towar pochodził z Rosji. IJHARS stwierdziła również przypadek, w którym zakupiony towar pochodzący z Rosji został następnie wykazany na fakturze sprzedaży jako towar pochodzący z Polski.
Problem nie zniknął. Podczas doraźnych kontroli przeprowadzonych przez IJHARS w 2025 roku nieprawidłowości stwierdzono w przypadku 52 z 77 skontrolowanych partii świeżych ogórków. Dotyczyły one m.in. znakowania i dokumentacji handlowej. Takie praktyki uderzają jednocześnie w uczciwych producentów i w konsumentów.
Konsument ma prawo wiedzieć, co kupuje
Pochodzenie produktu nie jest informacją drugorzędną. Konsument ma prawo wiedzieć, czy kupuje pomidora lub ogórka polskiego, pochodzącego z innego państwa Unii Europejskiej, czy też produkt sprowadzony z Rosji lub Białorusi.Przepisy nakładają obowiązek przekazywania informacji o państwie pochodzenia świeżych owoców i warzyw. Informacja musi być czytelna, widoczna i nie może wprowadzać kupującego w błąd. To istotne, ponieważ świadomy wybór może istnieć tylko wtedy, gdy konsument otrzymuje prawdziwą informację.
Jeżeli towar zostaje przepakowany z oznakowanego opakowania do nieoznakowanego kartonu albo – co byłoby jeszcze poważniejszym naruszeniem – przedstawiony jako produkt polski mimo innego rzeczywistego pochodzenia, konsument zostaje pozbawiony możliwości podjęcia świadomej decyzji zakupowej. Nie chodzi więc wyłącznie o ochronę interesu producentów. Chodzi również o elementarną uczciwość w handlu.
Jest jeszcze granica etyczna
W tej sprawie istnieje jednak również wymiar, którego nie można sprowadzić wyłącznie do przepisów, ceł, dokumentów WZ czy prawidłowości etykiet.
Jest nim etyka prowadzenia działalności gospodarczej.
W ocenie Stowarzyszenia świadome ukrywanie rzeczywistego kraju pochodzenia produktu, przepakowywanie go w sposób utrudniający konsumentowi ustalenie pochodzenia albo przedstawianie rosyjskiego czy białoruskiego produktu jako produktu polskiego jest postępowaniem głęboko nieetycznym.
Przedsiębiorca ma oczywiście prawo prowadzić działalność gospodarczą i dążyć do osiągania zysku. Zysk nie może jednak usprawiedliwiać wprowadzania kontrahenta lub konsumenta w błąd. Uczciwy handel wymaga czegoś więcej niż tylko kalkulacji ceny – wymaga przejrzystości, odpowiedzialności i poszanowania prawa drugiej strony do świadomego wyboru.
W obecnej sytuacji dochodzi jeszcze jeden wymiar odpowiedzialności.
Za naszą wschodnią granicą trwa wojna. Ukraina broni się przed rosyjską agresją. Polska, polskie społeczeństwo i polska gospodarka od lat ponoszą koszty pomocy udzielanej Ukrainie. Unia Europejska podejmuje działania, których deklarowanym celem jest ograniczanie rosyjskich dochodów eksportowych i osłabianie możliwości finansowania wojny. W tej sytuacji decyzja o handlu rosyjskimi produktami nie jest już wyłącznie neutralną decyzją gospodarczą.
Zakup towaru pochodzącego z Rosji oznacza przepływ środków w ramach wymiany handlowej z rosyjską gospodarką. Dlatego tym trudniej zaakceptować sytuację, w której przedsiębiorca nie tylko uczestniczyłby w takim handlu, ale dodatkowo – gdyby zostało to potwierdzone – próbował ukryć przed kolejnym nabywcą lub konsumentem rzeczywiste pochodzenie towaru.
Konsument może mieć różne poglądy. Może zdecydować, że chce kupić produkt polski, holenderski, hiszpański, rosyjski czy pochodzący z innego państwa. Ale to musi być jego decyzja. Pozbawienie go prawdziwej informacji oznacza odebranie mu możliwości tej decyzji.
Jeżeli ktoś świadomie usuwa lub zaciera informację o rosyjskim pochodzeniu produktu, nie tylko narusza zasady uczciwego obrotu. Może również uniemożliwiać konsumentowi dokonanie wyboru zgodnego z jego własnymi przekonaniami moralnymi, społecznymi czy patriotycznymi. I właśnie dlatego Stowarzyszenie uważa, że w takich przypadkach granica pomiędzy zwykłą walką konkurencyjną a postępowaniem nieetycznym zostaje przekroczona.
Rosyjskie ogórki – potrzebna jest czujność całego rynku
Stowarzyszenie zwraca się dlatego do producentów, handlowców i konsumentów o zwracanie uwagi na sposób oznaczania warzyw. W sklepie warto porównać informację znajdującą się na wywieszce lub etykiecie cenowej z oznaczeniami na kartonie, skrzynce lub opakowaniu zbiorczym. W przypadku zauważenia rozbieżności warto wykonać zdjęcia produktu, opakowania oraz oznaczenia znajdującego się przy cenie. Takie informacje przekazywane organizacjom producentów lub właściwym organom mogą stać się podstawą podjęcia kontroli.
Doświadczenia ostatnich lat pokazują, że sygnały z rynku mają znaczenie. IJHARS informowała, że prowadziła doraźne kontrole ogórków sprowadzanych z Rosji i Białorusi właśnie w związku z otrzymywanymi sygnałami dotyczącymi podejrzeń zafałszowania kraju pochodzenia.
Współpraca z administracją przynosi rezultaty
Stowarzyszenie pozytywnie ocenia dotychczasową współpracę z Ministerstwem Rolnictwa i Rozwoju Wsi oraz Inspekcją Jakości Handlowej Artykułów Rolno-Spożywczych. Mamy świadomość ograniczeń kadrowych i organizacyjnych administracji oraz tego, że skuteczne kontrole wymagają odpowiedniego przygotowania i prowadzenia postępowań zgodnie z przepisami. Jednocześnie w ostatnich latach widoczna jest poprawa współpracy oraz coraz większe zrozumienie specyfiki problemów producentów warzyw pod osłonami.
Reakcja na zgłoszenie z 1 października jest tego dobrym przykładem. Informacja przekazana przez producentów została skierowana do odpowiednich instytucji, a działania kontrolne zostały uruchomione bez zbędnej zwłoki. Za taką współpracę Ministerstwu Rolnictwa i Rozwoju Wsi oraz IJHARS należą się podziękowania.
Jednocześnie przypadki wykrywane podczas wcześniejszych kontroli pokazują, że system wymaga stałej czujności. Nie wystarczy ustanowić odpowiednich przepisów i ceł. Trzeba również konsekwentnie kontrolować ich przestrzeganie na każdym etapie łańcucha dostaw.
Chodzi o coś więcej niż cenę ogórka
Dla Stowarzyszenia walka z nieuczciwymi praktykami handlowymi ma znaczenie szersze niż ochrona bieżącej ceny pomidora czy ogórka. Polskie gospodarstwa produkujące warzywa pod osłonami są częścią krajowego systemu bezpieczeństwa żywnościowego. Ich zdolność do dalszej produkcji zależy jednak od możliwości funkcjonowania na rynku, na którym wszyscy uczestnicy przestrzegają tych samych reguł.
Polski producent nie oczekuje przywilejów. Oczekuje uczciwej konkurencji.
Konsument natomiast ma prawo otrzymać prawdziwą informację i sam zdecydować, jaki produkt chce kupić oraz jakimi względami – cenowymi, jakościowymi, gospodarczymi czy moralnymi – chce się przy tym kierować. Dlatego kontrola pochodzenia pomidorów i ogórków nie jest administracyjnym drobiazgiem. Jest elementem ochrony uczciwego rynku, prawa konsumenta do świadomego wyboru oraz bezpieczeństwa ekonomicznego krajowej produkcji żywności.
Prawo określa minimalne granice dozwolonego postępowania. Etyka wymaga czasem więcej.
W czasach, gdy za naszą wschodnią granicą giną ludzie, szczególnego znaczenia nabiera odpowiedzialność za własne decyzje gospodarcze. A świadome wprowadzanie konsumenta w błąd co do pochodzenia towaru – jeżeli zostanie potwierdzone – trudno pogodzić nie tylko z zasadami uczciwej konkurencji, ale również z podstawowymi standardami odpowiedzialnego i etycznego prowadzenia biznesu.
Dlatego każdy przypadek budzący uzasadnione podejrzenia powinien być sprawdzany – szybko, konsekwentnie i do końca. Nie tylko w interesie polskiego ogrodnika, ale również w interesie konsumenta i uczciwego rynku.
Łukasz Gwizdała
Dyrektor Operacyjny SPPiOPO





